Handlowcy od LCV – dwie rozmowy i boląca głowa

Handlowcy od LCV – dwie rozmowy i boląca głowa

Wczoraj odbyłem dwie rozmowy z przypadkowymi handlowcami. Poziom znajomości produktu czy ogólnie tematyki LCV pozostawia wiele do życzenia.

Wczoraj wpadłem na chwilę na pewne targi flotowe rzucić okiem na dostawczaki, które tam były eksponowane. Nie będę podawał ani jakie to targi i gdzie się odbywały, ani których dealerów reprezentowali moi rozmówcy, czyli handlowcy wysłani na tą imprezę przez ich przełożonych.

Więc wygląda to niewesoło, wręcz źle. Podczas pierwszej rozmowy zapytałem o DMCZ danego modelu a handlowiec podał DMC. Jak powiedziałem raz jeszcze, że „DMCZ, nie DMC”, to poprosił, abym wyjaśnił co to w ogóle jest.

Potem zacząłem dopytywać o zabudowę typu chłodnia, to handlowiec otworzył boczne drzwi i powiedział, że będą niebawem zabudowy podłogi. I zaznaczę, że w tym wypadku rozmowa przebiegała w raczej miłej atmosferze.

Bo chwilę później poszedłem do innego stoiska i zapytałem o uciąg na haku, to handlowiec od dealera, który był właśnie specjalistą właśnie od gamy LCV, stwierdził, że tym autem nie można ciągnąć przyczepy. Zdziwiłem się, bo wlepka przy drzwiach kierowcy mówiła jasno, że można.

Handlowiec stwierdził, że w takim aucie nie zamontują haka i dotyczy to tylko polskiego rynku. Nie mam tego niestety jak zweryfikować u przedstawiciela importera, ale wątek ciekawy i może jeszcze do niego wrócę.

„Na kategorię B można tylko do 100 kilometrów od bazy przedsiębiorstwa…”

Najlepszy jednak był kończący naszą rozmowę temat elektrycznych pojazdów dostawczych. Zeszło na temat baterii i wariantu 4250 kg DMC, w którym występuje tylko największy z oferty akumulator wysokonapięciowy. Zacząłem podpytywać, że słyszałem, iż takim autem z 4250 kg DMC można na kategorię prawa jazdy B jeździć, na co usłyszałem, że „tak, ale tylko do 100 kilometrów”.

Ze trzy razy podpytywałem czy nie chodzi o obowiązek może jednak stosowania tachografu, ale przy uporze handlowca wyspecjalizowanego ponoć w LCV aż poprosiłem jeszcze innego handlowca z tego samego stoiska czy kojarzy temat.

Okazało się, że nie kojarzy, bo od osobówek jest, więc podziękowałem za rozmowę i poszedłem sobie z jakimś takim uczuciem zniesmaczenia połączonym z zażenowaniem.

Podsumowanie

Wniosek z tych dwóch rozmów nasuwa się taki: produkt może być nawet i najlepszy w całym segmencie, tylko co z tego, jak klient, który chce wydać zazwyczaj niemałe pieniądze i potrzebuje „na wymiar” narzędzia do pracy, ucieknie z salonu przestraszony.

Bo osoba reprezentująca nie tylko dealera, ale i markę LCV nie wie chyba, że są przyczepy hamowane i niehamowane, ani nie zna podstawowych parametrów sprzedawanego przez siebie produktu.

Ale już skrajnie niedopuszczalne jest upieranie się przy swoich racjach, które po prostu są błędne i pokazują jak na dłoni, że handlowiec, z którym rozmawiamy, coś może i gdzieś słyszał, ale nie ma tak naprawdę pojęcia o przepisach, niuansach itp.

I na koniec tylko dodam, że raz na jakiś czas gdzieś na targach czy w salonie utnę sobie taką pogawędkę z handlowcem o LCV i wygląda to zazwyczaj kiepsko. A po wczorajszych rozmowach po prostu już mi się „ulało” i musiałem to z siebie wyrzucić.

Źródło zdjęć: dostawczakiem.pl

Podziel się:
1

Odpowiedzi

Napisz tu swoją opinię

  1. Marco

    Niestety podpisuję się pod tymi spostrzeżeniami i widzę, że za wiele nie zmieniło się w temacie.
    W sierpniu 2023 firma w której jestem zatrudniony jako kierowca kupowała u autoryzowanego dealera nowego Sprintera widelec 5,5 t pod zabudowę pomocy drogowej. Wcześniej jeździłem Ducatami 3,5 t najazdami do transportu aut i gdyby nie własne doświadczenie i teoretyczna pomoc właścicieli firm wykonujących zabudowy to nie wiem czy udało by się w końcu skonfigurować konia tak aby nie było babola na koniec. Rozmawiając z handlowcami, a przewinęło się ich dwóch w całym procesie zamawiania dało się wyczuć, że nie mają pojęcia o tym co sprzedają…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

13 + pięć =