Niby niewielkie przeciążenie w zespole pojazdów, ale czeska policja nałożyła na kierowcę Sprintera łącznie aż 112 000 koron kary.
W czwartek 20 listopada przed godziną 9:00 rano czescy policjanci „drogówki” z regionu Vysočina zatrzymali do kontroli zespół pojazdów należący do zagranicznego przewoźnika.
Na Sprinterze z podwójną kabiną przewożono Volvo S40 a na podpiętej na haku lawecie elektryczną Mazdę MX-30.
Po zważeniu okazało się, że autolaweta na podwoziu W903 waży o 400 kg więcej niż pozwala na to jej DMC. Podobnie było z przyczepą – w tym wypadku DMC przekroczone zostało o 700 kg.
Na 43-letniego kierowcę nałożono 3000 czeskich koron kary oraz pobrano 9000 koron kaucji na poczet prowadzonego postępowania. Do tego oczywiście zakazano dalszej jazdy kierowcy z takim ładunkiem powodującym przekroczenie dopuszczalnych tonaży.
I w zasadzie nie było by co pisać o tym transporcie, gdyby nie to, że około godziny 13:00 ponad 100 kilometrów dalej na trasie D35 pod miejscowością Kocourovec inny patrol czeskiej policji zatrzymał ten sam zespół pojazdów z tym samym ładunkiem.
Za drugim razem już nie było tak miło, bo za zignorowanie zakazu jazdy funkcjonariusze z Ołomuńca nałożyli na prowadzącego zespół pojazdów 43-latka maksymalną możliwą grzywnę w wysokości 100 000 czeskich koron, co po przeliczeniu na złotówki daje jakieś 17 500 złotych! Oczywiście i tym razem czeskie służby nakazały rozładunek przewożonych aut w celu kontynuowania dalszej jazdy.
Źródło zdjęcia: Policie České republiky



