To chyba transport roku 🙂 Krnąbrnego kierowcę polskiego Dajlaka ciągnącego na lawecie silos nie zatrzymało nawet zarekwirowanie tablic.
Najpierw we wtorek 22 lipca polski zespół pojazdów na kategorię prawa jazdy B+E składający się z Iveco Daily z podpiętą przyczepą zatrzymany został przez niemieckie służby celne w okolicach bawarskiego miasta Pleystein.
Jadący autostradą A6 został ściągnięty z powodu podejrzenia przekroczenia dopuszczalnych gabarytów ładunku umieszczonego na lawecie. Na miejsce kontroli wezwano policjantów „drogówki” z Weiden (zdjęcie główne), którzy potwierdzili, że szerokość całkowita przyczepy z ładunkiem wynosiła 3,84 metra, ale kierowca nie dysponował odpowiednim zezwoleniem.
Do tego bawarscy funkcjonariusze zauważyli, iż przewożony silos nie został odpowiednio zabezpieczony a przyczepa została przeciążona.
Jakby tego było mało wykryto też usterki układu hamulcowego. Jeśli dobrze zrozumiałem komunikat, to brakowało tzw. linki zrywu, który służy do hamowania awaryjnego w przypadku odłączenia się przyczepy od pojazdu holującego.
Ostatecznie Bawarczycy zakazali dalszej jazdy a kierowcy Dajlaka i właścicielowi pojazdu postawiono zarzuty o wykroczenie administracyjne na poczet czego pobrano na miejscu kaucję w 3-cyfrowej wysokości.
I teraz najlepsze! Jeszcze tego samego dnia ten sam kierowca ciągnący ten sam ładunek tym samym zespołem pojazdów został zatrzymany trzy razy na terenie Republiki Czeskiej.

Najpierw około 160 km od niemieckiego Pleystein w czeskiej miejscowości Rudná tamtejszy patrol „drogówki” ukarał Polaka mandatem i zabronił dalszej jazdy z powodu przekraczającego dozwolone wymiary ładunku.
Czeska policja podaje, że krnąbrny kierowca z Polski nie zastosował się jednak do zakazu i kontynuował jazdę, bo kilka godzin później został znowu zatrzymany, ale przez funkcjonariuszy z komisariatu z Chrlicach (dzielnica Brna), czyli jakieś 220 km od pierwszego spotkania z czeskimi policjantami.
W Chrlicach nałożono na kierowcę Daily kaucję w wysokości 20 000 czeskich koron (to po przeliczeniu około 3470 złotych) a dodatkowo skonfiskowano tablice rejestracyjne ponownie zabraniając dalszej jazdy.

No i dochodzimy do finału 🙂 Po pewnym czasie ten sam patrol „drogówki” podjechał sprawdzić czy Polak respektuje wydany zakaz jazdy. A gdzie tam! Zestaw z zarekwirowanymi „taflami” zniknął, o czym natychmiast powiadomiono oficera dyżurnego, który przekazał szybko informację innym jednostkom.
Ostatecznie kierowcę Iveco zatrzymali czescy policjanci pod Ołomuńcem, jakieś 80 km od miejsca, gdzie Polak stracił tablice rejestracyjne, co widać na załączonych zdjęciach.
Według Czechów to właśnie pod Ołomuńcem udało się definitywnie zakończyć jazdę Polakowi, choć w sumie… Nie jestem do końca tego pewien 😉 W każdym razie o tym transporcie rozpisywały się najpierw niemieckie a potem czeskie media.
Źródło zdjęć: Polizei, Policie České republiky




Odpowiedzi
Napisz tu swoją opinię
Czemu piszecie: „dajlak”, jak czyta się: „dejli”, a nie: „dajli”?
Zaraz zaraz, wyprzedzałem ten zestaw na polskiej A4, więc ich nic nie zatrzymało, starach było ich wyprzedzać, bo laweta goniła po drodze, a to był odcinek bez pasa awaryjnego.
Finalnie stał się najdroższym silosem świata…
za mandaty kupiłby nowy silos…. (chyba że nie o silos chodziło, a na nim się wszyscy skupili 😉 ?
co?!?!?
ja nie przewiozę?
potrzymajcie mi piwo!
Komentarze zamknięte.