Kamil to mój wieloletni Czytelnik. Jako jeden z nielicznych był na każdym z dwóch spotkań z Czytelnikami dostawczakiem.pl. Na II spocie pojawił się „Kaczorem”, którego już wtedy sobie dosyć dokładnie obejrzałem i postanowiłem, że chciałbym zrobić materiał właśnie o tej „T2-ce”.
Niedługo potem odezwałem się do Kamila, aby umówić się na sesję zdjęciową i nagranie wideo (polecam film podpięty poniżej), ale okazało się, że pomarańczowy „Kaczora” idzie do sprzedania. Dlaczego?
Między innym dlatego, że auto u niego w zasadzie stało, bo Kamil nie miał czasu cieszyć się jazdą a do tego po prostu bał się, że podczas przewożenia ładunków uszkodzi to cacuszko.
A poza tym we flocie firmowej Czytelnik dostawczakiem.pl ma kilka innych dostawczaków, w tym Mercedesa Vario 512D, którym Kamil podjechał na I spot Czytelników dostawczakiem.pl 🙂
Mercedes-Benz T2 z OM 364 A pod maską
Ale wróćmy do głównego bohatera tegoż materiału, czyli „Kaczora”. Peter, poprzedni właściciel auta, odbudował od podstaw ten egzemplarz nie szczędząc ani czasu ani pieniędzy – Kamil dysponuje obszerną dokumentację zdjęciową obrazującą zakres przeprowadzonych prac. Warto też podkreślić, że „Kaczor” wcześniej zarejestrowany był w Niemczech jako pojazd zabytkowy
Prezentowany pojazd to rocznik 1991. Pod maską pracuje tutaj 4-cylindrowy turbodiesel o pojemności 3972 ccm. To tzw. zielony OM 364 A i jest to znana z trwałości i długowieczności konstrukcja generująca 115 KM przy 2600 obr./min. Maksymalny moment obrotowy dochodzi do 378 Nm dostępnych przy 1500 obr./min., ale te parametry nie oddają tego, jak od samego „dołu” silnik już ciągnie do przodu.
Warto podkreślić, że w OM 364 A nie znajdziemy ani filtra cząstek stałych, ani układu SCR wymagającego regularnego dolewania AdBlue. Nie ma nawet katalizatora, bo pojawił się dopiero w wariancie OM 364 LA spełniającym już Euro 1.

Napędzający „Kaczora” turbodiesel wcześniej zamontowany był w pojeździe ze straży pożarnej i przy przełożeniu miał znikomy przebieg. Teraz ma około 60 000 km „nalotu”, ale umówmy się: taki przebieg dla 4-litrowego silnika Diesla można określić jednym słowem: dotarty.
Sama już kompletacja tej sztuki jest interesująca. Mamy tutaj bowiem najkrótszy fabryczny rozstaw osi stosowany w II generacji „T2-ki”, który wynosi tylko 3150 mm (dla porównania Vito W447 w longu ma 3200 mm rozstawu osi). Do tego zamiast „bliźniaków” na tylnej osi mamy tutaj pojedyncze koło, czyli Super Single o wymiarach 285/65/16C.
Tylko w dobre ręce
Jeżeli więc chcecie powrócić do przełomu lat 80-tych i 90-tych, to właśnie macie taką okazję. Niewysilony 4-litrowy silnik wysokoprężny, choć już z turbo, to jeszcze w wariancie bez intercoolera i z prostą pompą wtryskową. Piękne wnętrze nie wygląda tak, jak wyjechało z fabryki – wygląda o niebo lepiej.
Wystarczy chociażby dotknąć grubej skóry, którą obszyto fotele, aby wiedzieć, że podczas odbudowy taki projekt pochłonął olbrzymie pieniądze i mnóstwo czasu.
Reasumując, taka autolaweta będzie idealnym sprzętem do wożenia innych klasycznych pojazdów czy motocykli na zloty czy wystawy. No i pamiętajmy, że zawsze też można podpiąć na hak 3,5-tonową lawetę a dopuszczalna masa całkowita zespołu pojazdów może w tym wypadku dochodzić do 7 ton.

Na koniec tradycyjnie link: jeśli ktoś chciałby zostać nowym właścicielem „Kaczora”, to bezpośredni link do ogłoszenia znajduje się TUTAJ. Kamil ma jednak pewny warunek. Chciałby sprzedać „T2-kę” komuś, kto będzie o nią dbał i ją szanował.
Ja ze swojej strony mogę dodać, bo Kamil pozwolił dostąpić tej przyjemności i dał się przejechać „Kaczorem”, że nawet na szutrowej drodze przednie zawieszenie na resorach wspaniale „wybiera” a 4-litrowy OM 364 A jest tak elastyczny, że bez problemu można ruszać z drugiego biegu. A poza tym po prostu próżno szukać drugiej takiej sztuki w takim stanie 🙂














Źródło zdjęć i filmu: dostawczakiem.pl


