Transport aut bez tacho. Zatrzymane prawko i tysiące złotych kary

Transport aut bez tacho. Zatrzymane prawko i tysiące złotych kary

Kierowca Sprintera wykonywał zarobkowy transport aut bez stosowania tacho. Efekt? Zatrzymane prawo jazdy i kary liczone w grubych tysiącach.

W minioną środę 24 lipca na drodze ekspresowej S61 w pobliżu miejscowości Budzisko (woj. podlaskie) inspektorzy ITD wytypowali do sprawdzenia Mercedesa Sprintera ciągnącego lawetę z obrotnicą.

Podczas kontroli „Krokodyle” stwierdzili, że prowadzący Sprintera mężczyzna nie używa karty kierowcy do zapisywania swojego czasu pracy, na co usłyszeli w odpowiedzi, że pomoc drogowa jest zwolniona z obowiązku rejestrowania swojej aktywności za pomocą tachografu.

Inspektorzy ustalili jednak, że przewóz pojazdów nie miał związku z awaryjnym usuwaniem pojazdów i podlegał przepisom regulującym czas jazdy, przerw i odpoczynków kierowcy, czyli wykonywany przez polskiego przewoźnika transport miał charakter zarobkowego międzynarodowego przewozu rzeczy.

Jakby tego było mało zainstalowany w „907-ce” tachograf nie przeszedł wymaganego przeglądu okresowego.

Do tego podlascy inspektorzy ITD sprawdzili na wagach czy 7-tonowy zestaw (3,5 tony DMC „907-ka” + 3,5-tony laweta) mieścił się w limitach wagowych. Przeprowadzony pomiar wykazał niemałe przekroczenie DMCZ o 2,2 tony.

Ostatecznie inspektorzy ITD wszczęli kilka postępowań administracyjnych zagrożonych wielotysięcznymi karami.

Wobec przewoźnika wszczęto postępowanie dotyczące braku wypisu z licencji (500 zł), wykonywania przez kierowcę przewozu drogowego z niewłaściwie działającym tachografem po upływie okresu dopuszczalnego (1000 zł) a także za niewłaściwą obsługę tachografu (5000 zł) za dopuszczenie do wykonywania przewozu drogowego zespołem pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 t do 12 t (5000 zł). Reasumując, łączna suma kar przewidzianych dla przewoźnika to 11 500 zł.

Z kolei osoba zarządzająca transportem w tej firmie otrzymała 500 zł grzywny za niewyposażenie kierowcy w wypis z licencji.

Ponadto kierowca Sprintera ukarany został mandatami na łączną sumę 2700 zł, z czego 500 zł dotyczyło nieprawidłowego rozmieszczenia ładunku, 2000 zł za nierejestrowanie za pomocą tachografu na karcie kierowcy wskazań w zakresie prędkości pojazdu, aktywności kierowcy lub przebytej drogi oraz kolejne 200 zł za nieokazanie wypisu z licencji transportowej. Do tego „Krokodyle” zatrzymali prowadzącemu Mercedesa prawo jazdy na okres 3 miesięcy.

Warto jednak zwrócić uwagę na jedną kwestię. W oficjalnym komunikacie WITD Białystok pojawiła się też informacja o tym, że inspektor przeprowadzający kontrolę zwrócił uwagę na „przekroczenie dopuszczalnego nacisku osi napędowej oraz grupy dwóch osi nienapędowych przyczepy”.

I w tym wypadku nie chodziło o dopuszczalne prawem naciski określone w Ustawie „Warunki techniczne pojazdów oraz zakres ich niezbędnego wyposażenia” a te określone przez producenta pojazdu i widoczne na tabliczkach znamionowych samochodu pomocy drogowej jak i przyczepy.

Otóż inspektor oparł się na Ustawie „Prawo o ruchu drogowym” a konkretniej art. 61, gdzie mowa m.in. o naruszeniu stateczności pojazdu i utrudnianiu kierowania:

Art. 61. 1. Ładunek nie może powodować przekroczenia dopuszczalnej masy
całkowitej lub dopuszczalnej ładowności pojazdu.
Ładunek na pojeździe umieszcza się w taki sposób, aby:
1) nie powodował przekroczenia dopuszczalnych nacisków osi pojazdu na
drogę;
2) nie naruszał stateczności pojazdu;
3) nie utrudniał kierowania pojazdem;
4) nie ograniczał widoczności drogi lub nie zasłaniał świateł, urządzeń
sygnalizacyjnych, tablic rejestracyjnych lub innych tablic albo znaków,
w które pojazd jest wyposażony.

PRAWO O RUCHU DROGOWYM

Zatem przekroczony nacisk osi napędowej oraz osi lawety to efekt nieodpowiednio umieszczonego ładunku, który jednocześnie doprowadził do przekroczenia DMCZ a wysokość grzywny według art. 97 Kodeksu wykroczeń wynosi w tym wypadku do 3000 zł.

Źródło zdjęcia: WITD Białystok

Podziel się:
1

Odpowiedzi

Napisz tu swoją opinię

  1. Maciej

    Podstawowy problem tego kierowcy jest taki, że nie włączył tachografu bo „ma pomoc drogową”, pomimo że, przekroczył 3,5T. Tymczasem w swietle prawa nie był pomocą drogową, bo nie wykonywał czynności pomocy drogowej – czyli nie wiózł aut z wypadku w obrębie 100 km. I za to dostał najwyższe kary. Niestety wielu kierowców tego nie rozumie, że nie wystarczy mieć w dowodzie wpis, że jest sie pomocą drogową – jest sie nią tylko wtedy, jeśli faktycznie wykonuje się taką usługę.

Komentarze zamknięte.