Kończąc przygodę z nestorem rodu dostawczych Mercedesów, chciałem jeszcze przypomnieć, że to od tego modelu, a konkretnie od 1963 roku, kiedy przeprowadzono modernizację, L 319 D otrzymało oznaczenia stosowane w zasadzie do dziś w pojazdach użytkowych spod znaku trójramiennej gwiazdy.
I tak: pierwsza cyfra to w przybliżeniu wariant tonażowy auta, a kolejne dwie to określenie mocy silnika. Jeżeli za tym 3-cyfrowym oznaczeniem pojawiła się literka D, to wiadomo, że do napędu służy silnik Diesla.
Podróż w czasie, czyli przesiadka z L 406 D do 310 D
Po zakończeniu kilkudziesięciokilometrowej przejażdżki „blaszką” z 1967 roku zasiadłem za „kółkiem” Mercedesa T1.
Biały furgon z 1990 roku to już całkowicie inna epoka w historii motoryzacji. Pasy 3-punktowe są, jest pełna ściana grodziowa, radio kasetowe Becker Avus, a nawet mamy tu 5-biegową skrzynię biegów!
Oczywiście przed odpaleniem 5-cylindrowego motoru trzeba chwilę poczekać aż zgaśnie pomarańczowa lampka od świec żarowych, ale sama jazda jest już naprawdę bardzo bliska tej znanej ze współczesnych dostawczaków.

„Kaczucha” bardzo sprawnie radziła sobie na pagórkach w okolicach Waiblingen, a 95-konny silnik sprawiał wrażenie, że to dla niego mało i chce jeszcze tak z tonę cementu na pakę!
Coś mi się wydaje, że takie 310 D do maksymalnych 150 km/h dobijało bez problemu nawet ze sporą ilością towaru w ładowni.
Ale żeby nie było aż tak pięknie: po włączeniu nawiewu na przednią szybę, spod deski rozdzielczej zaczął się wydobywać doniosły dźwięk wiatraka.
Jestem pewien, że taki głośny nawiew nie byłby dzisiaj akceptowalny przez klientów w nawet najtańszym na rynku dostawczaku. Ale 30-letniej Kaczce można sporo wybaczyć.
Tablica wskaźników T1 składała się z takiego samego zestawu instrumentów jak w L 406 D, czyli dosłownie kilku kontrolek i trzech zegarów.
Zobacz też: Prototypowe Lubo i kabiny Pasagona – zdjęcia z lubelskich zakładów
Dalej brak w standardowym wyposażeniu chociażby zegarka, o obrotomierzu, elektrycznych i podgrzewanych lusterkach czy centralnym zamku nie wspominając.
Żółte 208 D z 1995 roku – jak stary dobry znajomy
Bespośrednio po zakończeniu jazd Kaczką miałem do wyboru dwa Sprintery I generacji: żółty W901 z 1995 roku oraz zielonego poliftowe W903 z 2002 roku.
Wybrałem ostatecznie „blaszkę” z pierwszego wypustu, która otrzymała w spadku po T1 wolnossący 79-konny silnik Diesla OM 601.
I tutaj już mamy całkiem współczesną deskę rozdzielczą z zamykanym schowkiem od strony pasażera, a na zestawie wskaźników pojawił się już analogiczny zegarek, chociaż obrotomierza dalej nie widać w standardzie.
Zobacz też: Używany Mercedes Sprinter 308 CDI – pocztowiec (zdjęcia)
W porównaniu do Kaczki, I generacja Sprintera prowadzi się też jak współczesne auto dostawcze. Na pokładzie już mamy ABS i wspomaganie kierownicy, ale drążek zmiany biegów dalej wychodzi z podłogi ograniczając miejsce na nogi dla środkowego pasażera.

W 2000 roku Sprinter przeszedł większą modernizację – poza zmienionymi lampami i trójramienną gwiazdą zachodzącą na maskę, model ten otrzymał przeprojektowaną deskę rozdzielczą ze standardowym obrotomierzem i poduszką powietrzną kierowcy.
Ponadto dźwignia zmiany biegów przeniesiona została z podłogi bliżej kierowcy, jak krótka dźwignia przy deske rozdzielczej. Do tego nowa gama jednostek napędowych z rodziny CDI oferowała moce od 82 do 156 KM.
W 2001 roku w ofercie pojawił też wariant 5990 kg (wyłącznie dla podwozi pod zabudowę oraz dla fabrycznych skrzyń). Rok później wprowadzono system stabilizacji toru jazdy ESP – Sprinter był pierwszym pojazdem dostawczym, w którym zastosowano ten układ.
Ale wracając do wrażeń z jazdy: pomimo lekkiej konstrukcji żółty furgon – delikatnie rzecz ujmując – nie obnosił się ze swoimi… sprinterskimi możliwościami. 😉





